Intymność rodzi się, gdy ściany zaczynają się kruszyć

.W intymności seks stanowi jej część, a nie istotę. Tak naprawdę stwarza ją umiejętność pokazania drugiej osobie, kim naprawdę jesteśmy. To bezbronność, otworzenie się do bycia wrażliwym, czasem przestraszonym, czasem niepewnym. Bez maski. Dopuszczenie drugiego człowieka do swoich najciemniejszych zakamarków. Bycia nie w formie. Bycia „nago” mentalnie. Kiedy potrafisz się pokazać w takiej wersji siebie, potrafisz to zaakceptować i zostać przy tym, wtedy rodzi się intymność. Dużo łatwiej jest pokazać swoje ciało, niż być z kimś blisko na poziomie duszy.

Intymność to chęć spotkania ze sobą w pierwszej kolejności. Wiele czasu zajęło mi zrozumienie, że miłość jest połączeniem wszystkiego we mnie. I aby kochać, muszę nauczyć się ufać. Pozwolić sobie na to, aby być tym kim jestem, w całości. Pamiętam czasy, kiedy chciałam być widoczna ze względu na głód uwagi, który stale mną kierował.

W połączeniu ze sobą nie krzyczymy, aby być widoczni.

W intymności doświadczyłam bezbronności, zagubienia, rozpadu, śmierci, bólu, wzruszenia, odrzucenia, przyjęcia, oddalenia, otwartości, smutku, pożegnania… wszystkiego.

Dopiero pod tym „wszystkim” odkryłam lekkość i chęć do życia. Zostałam przy sobie, kiedy czułam się bezbronna, nie zmieniłam kanału na inny. Nie uciekłam.

To stanowiło dla mnie zawsze wyzwanie. Co pod tym się kryło? Nagie, niczym nieosłonięte serce. Moje najbardziej wrażliwe ja, głęboko widziane i słyszane. Odwaga zaczyna się od pojawienia się i pokazania się. I paradoksalnie łatwiej mi było mówić do grupy ludzi niż do osoby, która była mi bliska. Powiedzieć na przykład: potrzebuję cię.

Brene Brown powiedziała, że „albo wchodzisz do swojej historii i jesteś jej właścicielem, albo stoisz pod swoją historią i zabiegasz o swoją wartość”.

Uciekanie od tego co trudne, niewchodzenie w bliski kontakt, nie pozwala nam wejść na naszą własną ścieżkę życiową, bo nieustannie miota nami strach.

Kiedy jesteśmy w intymnym kontakcie ze sobą, potrafimy spotkać z tego punku inną osobę. Dopiero wtedy.

Te spotkania nie są przyjemne. Spotkania w przestrzeni serca są początkowo niewygodne i bolesne. Odkrywamy nagie, niczym nieosłonięte serce.

Łatwo jest nam zdjąć ubrania, ale bardzo trudno ściągnąć maskę, która nas chroni. Tymczasem jest to jedyny sposób, aby połączyć się z drugą osobą prawdziwie i szczerze. Być naprawdę blisko jak człowiek z człowiekiem.

Będąc prawdziwym akceptujesz wszystkie te czułe antenki, którymi dotykasz to co jest w tobie i drugim człowieku. Nie wiążesz swoich czujników, aby zamknąć uczucia. Aby stać się uzbrojonym, ślepym, głuchym, martwym.

Intymność rodzi się, gdy ściany zaczynają się kruszyć. Kiedy ktoś może ich dotknąć i zobaczyć co kryje się w środku. Wtedy możemy dzielić się najskrytszymi myślami i uczuciami. Nasze serce uwalnia się z barier, które zbudowaliśmy przeciwko miłości.

Intymność rodzi się z akceptacji. Bycia tym, kim jesteśmy. Bez oczekiwań i zobowiązań. Tylko dwie dusze w swoim czystym stanie. W rytmie swoich dzikich serc. Intymność dotyczy prawdy. Kiedy potrafisz ją pokazać, wyrazić i czujesz się bezpiecznie.

Oczywiście, że czułam się bezbronna kiedy pokazywałam moje prawdziwe ja. Potrzeba wolności jest jednak większa niż bezpieczeństwo tłumienia siebie.

Wolność. Wyrazić coś w najmniej wygodnym momencie. Mówią „zrobić z siebie głupka”. A ja kocham tych wszystkich głupich za ich odwagę. Doceniam to. Bez tego nie ma tworzenia autentycznych relacji. Bez tego nigdy nie będziemy mogli cieszyć się intymnością z innymi ludźmi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.