Kiedy cierpisz na głód miłości i zaczynasz kogoś idealizować

Gdybyśmy mogli porównać tworzenie relacji z drugim człowiekiem, do budowania domu, moglibyśmy zauważyć, że jest to proces potrzebujący czasu, opieki i pewnej dozy kreatywności. To, co budujemy pod presją, z oczekiwaniami, wcześniej czy później runie. Niby oczywiste, ale wcale nie takie proste. Jeśli już zdecydujesz się przejść ten proces, to musisz się nauczyć cierpliwości… w szczególności względem siebie. 

Nie raz i nie drugi zagubisz się w miłości z drugą osobą…ale jest szansa, że odnajdziesz siebie

Czasem, nie pozwalamy, aby relacja miała solidną podstawę i zaczynamy idealizować kogoś, chcąc zaspokoić swój głód miłości. Jesteśmy spragnieni uwagi, doceniania, czułości i Bóg wie czego jeszcze. Tęsknimy za tym, co jest rzeczą zupełnie ludzką i naturalną.

Jednak kiedy zaczynamy oczekiwać, że jeden człowiek ma nam to zapewnić, nakarmić nas za te wszystkie lata-zaczyna się ciężar.

Może nam się wtedy wydawać, że miłość jest nie dla nas. Przestajemy po nią sięgać, bo jedna, czy druga osoba nie była w stanie zaspokoić naszego głodu. Tymczasem sama świadomość, że każdy z nas może się nią nakarmić, bez lęku, że dla nas zabraknie – jest uwalniająca. 

Łatwo powiedzieć, trudno wykonać? Jeśli ciężko Ci w to uwierzyć, bo znasz tylko te lata głodu, dopuść do siebie jedną, jedyną myśl — że jest to możliwe.

Być może nie zadzieje się to w sposób spektakularny. Będziesz potrzebował/potrzebowała nauczyć się, zauważać miłość/obfitość w pewnych gestach, prezentach, zrządzeniach losu.

Kiedy ja dopuszczam w sobie taką myśl, to nasycenie przychodzi zewsząd, ale nie z tych źródeł, z których bym przypuszczała.

Nauka brania jest bardzo ważna

Od dziecka uczono mnie dawać, zasługiwać, pomagać, ale nikt nie pokazywał mi, jak ważne jest, aby dbać o siebie, pozwolić się nakarmić, pozwolić sobie sięgać, wyjść z w ogóle takim ruchem-BIORĘ. 

Bez umiejętności brania nie możesz pełnowartościowo dawać, czuć się na równi z drugim człowiekiem.

I wtedy przychodzi olśnienie, że jest wiele możliwości, źródeł, sposobów, aby się nakarmić, nie musimy już wisieć wyczekująco na jednej, czy drugiej osobie.

Owszem-potrzebujemy nauczyć się sami zadbać o siebie, pamiętając jednak o tym, że nie jesteśmy samowystarczalni.

Mówiąc krótko-otwórz się na to, że możesz się zasilać zewsząd, zaspakajać swój głód wychodząc do świata

Pamiętam pewną scenę w serialu OA (obejrzycie go na Netflixie), jak Nina/OA dostała wskazówkę, że aby dokonać zmiany musi połączyć się z ludźmi. Otrzymała wtedy wizję połączonych ze sobą drzew, przez które przepływało światło tworząc system. Było to bardzo poruszające…

Zrozumiałam, że jako ludzie potrzebujemy siebie nawzajem, ale w wolności i bez oczekiwań. 

Kiedy wchodzimy w związek, przyjaźń z pilną potrzebą, aby kochać i być kochanym zazwyczaj idealizujemy ludzi.

 I zazwyczaj wtedy, przy pierwszym rozczarowaniu taka relacja umiera. Nie powalamy sobie zobaczyć drugiego, takim, jaki on jest-z całym jego człowieczeństwem.

 Kiedy zaczynamy widzieć człowieka zamiast idealizacji, jesteśmy gotowi na głębokie przyjaźnie, czy intymne relacje. 

Pragnienie kochania, które mamy jako istoty ludzkie jest przeogromne i wpisane w każdą jedną osobę. Możemy udawać, że jest inaczej, ale ta potrzeba zawsze będzie nas gonić. 

I ta ekspresja miłości zawsze będzie chciała się uwolnić. To bardzo ważne, aby sobie na nią pozwolić. Mam dla ciebie ćwiczenie: Przypomnij sobie siebie jakiś moment, w którym jako dziecko wychodziłaś/eś po miłość i nikt cię w tym nie rozumiał. Czy potrafisz zostać z tym dzieckiem? Pozwolić mu przemówić? Jest to bardzo proste ćwiczenie, pozwoli ci jednak karmić twoją potrzebę miłości.

Ekspresja jest bardzo ważna! Aby wyrażać, krzyczeć, płakać, tupać, śpiewać…robić wszystko to, co dziecko w sobie zatrzymało. Kiedy zaczynamy być żywymi, wyrażającymi, czującymi ludźmi, wtedy mamy szansę zobaczyć drugiego człowieka zamiast go idealizować. Wtedy dopiero jesteśmy gotowi na głębokie przyjaźnie, czy intymne relacje. 

Tak więc budowanie z człowiekiem wymaga czasu, widząc ludzkie ciemności zawsze zmierzymy się z własnymi. Pytanie, czy potrafimy być przy sobie, podczas tego procesu? Tulić te demony, zamiast od nich uciekać? Mówić o nich w prawdzie zamiast od prawdy uciekać? 

Ostatnio poruszyło mnie pewne zdanie odnalezione w Internecie. 

Było o transformującej sile miłości. Czasem znamy kogoś latami i wydawać by się mogło, że dreptamy w miejscu, a czasem poznamy kogoś kto wywołuje wewnątrz nas tak silną rewolucję, że nic już nie jest takie samo. 

„To na czym zależy sercu, to REZONANS. Rezonans, który go otwiera, rezonans, który ożywia, rezonans, który nazywa to domem.” (Jeff Brown)

Samo sedno! Serce potrzebuje życia. Gwarantuję, że najbardziej ożywcza dla serca jest relacja z drugim człowiekiem. Miłość nie zawsze jest wygodna dla serca, ale uwalnia życiodajne soki, czasem przychodzi z misją, aby „umrzeć i urodzić się na nowo”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *